TRAVEL

W krainie kiwi czyli przystanek Nowa Zelandia!

Kia Ora (cześć po maorysku), bo oto przyszła pora na podbój Nowej Zelandii! Nowa ziemia nie uwiodła mnie pierwszego dnia, a to za sprawą wyjątkowo długich kolejek na lotnisku w oczekiwaniu na drobiazgową kontrolę celną. Deklaracja do wypełnienia zawierała pytania o różne rzeczy, m.in. przywiezione artykuły spożywcze i inne produkty organicznego pochodzenia, tak więc na wszelki wypadek wpisałam nawet muszelki pozbierane w Australii i batoniki czekoladowe zakupione na lotnisku.
Kiwi, jak potocznie określa się Nowozelandczyków, pozostający w izolacji od świata, boją się wirusów i zarazków z innych lądów, stąd takie uwrażliwienie. Łatwiej wwieźć tu nóż niż banana. Na szczęście spotkana w kolejce Johana umiliła mi czas konwersacją i cierpliwie odstałam swoje. Johana, która okazała się niemiecką rezydentką w NZ, zaoferowała mi także podwiezienie do hostelu więc ostatecznie zadowolona dotarłam do Christchurch, skąd wyruszam następnego dnia w objazd dookoła południowej wyspy.

Miejscami widać jeszcze ślady listopadowego trzęsienia ziemi, a droga co jakiś odcinek pozostaje w remoncie. Położenie wyspy południowej sprawia, że mniejszych wstrząsów mieszkańcy nawet nie liczą, za to kierowca autobusu poucza jak i gdzie się schować na wypadek trzęsienia. Jedziemy wzdłuż wielkich wąwozów, między wysokimi zboczami gór, których szczyty są niekiedy ośnieżone. Długa droga w zielonej, żyznej krainie nie jest wcale nużąca, ale rozczarowaniem jest pogoda, która na razie nie rozpieszcza słońcem i temperaturą. Nawet winnice regionu Malborough, słynące z tego że są najbardziej suchym miejscem wyspy, przykryte są mgłą i toną w deszczu. Tym nie mniej zatrzymujemy się obowiązkowo w kilku z nich na degustację wybornego wina, którego smak jest jedną z najprzyjemniejszych rzeczy jakie miałam ostatnio okazję kosztować.
Następnego dnia, po nocnym sztormie, wychodzi słońce i wszystko wokół nabiera innych barw. W Abel Tasman wybieram się najpierw na przejażdżkę kajakiem, bo to jeden z najpowszechniejszych sportów tutaj i wspaniała możliwość zwiedzania, potem na długi spacer wzdłuż urozmaiconego wybrzeża. Granitowe skałki, złocisty piasek i krystalicznie czysta woda… Niestety, plażowanie i kąpiel nie wchodzą w grę, musiałam się nawet przeprosić z polarkiem, takie tu chłody.

Jednak piękno tego miejsca to także bujna roślinność i malownicze wzniesienia, pośród których meandruje wąska ścieżka, napotykając wodospady i strome klify. Nowa Zelandia jest dzika i nieskażona. Krystalicznie czysta woda i świeże powietrze to tutejsze unikaty na skalę światową.To zdecydowanie miejsce dla tych, których cieszy wędrowanie wśród pięknej natury. Liczne, dobrze oznaczone szlaki, pozwalają eksplorować malownicze wyspy bez ograniczeń…

***

Kia Ora (hello in Maori), because it’s time to explore New Zealand! Due to extremely long queue for the meticulous customs control, at the airport, this new land did not charm me since the first day. Declaration included questions about different things, imported food and other products of organic origin, so I even mentioned to have my shells brought from Australia and chocolate bars bought at the airport.
Kiwi, that’s how commonly New Zealanders are called, remain isolated from the world, which makes them afraid of viruses and germs from other lands, that’s why  they tend to be a little too cautious. It’s easier to bring here the knife than a banana. Fortunately I met in the queue Johan who made my waiting more agreeable due to our nice conversation. Johan, who appeared to be a German resident in NZ, also offered me a ride to the hostel so finally I gladly got to Christchurch, where I set out the next day on a tour around the south island.

In some places you can still see traces of the November earthquake, and the road is still under renovation. The location of the southern island, made the earthquake barely noticeable for the residents, but the bus driver instructs us how and where to hide in case if another earthquake appears. We ride along great gorges, between high mountain slopes, which picks are sometimes covered in snow. The long road in the green, fertile land is not dull at all, but unfortunately the weather  is a big disappointment, lacks of  sun and temperature. Even  the vineyards at the Malborough region, famous for the fact that they are the driest place on the island are covered with fog and drown in the rain. Nevertheless, we make a mandatory stop at  few of them for wine tasting, which  is one of the most enjoyable things I’ve recently tasted.
The next day, after a night storm, the sun comes out and everything around is covered in other colors. In Abel Tasman I’m going on a canoe ride, because it is one of the most common sports here and a great opportunity to explore, then a long walk along the coastline. Granite rocks, gold sand and crystal clear water… Unfortunately, sunbathing and swimming is not possible, I even had to make a reunion with my pullover, due to the cold weather here.
But the beauty of this place is also the vivid vegetation and picturesque hills, among which meanders a narrow path, leading to waterfalls and steep cliffs. New Zealand is wild and unspoilt. Crystal clear water and fresh air are the most unique in the whole world. It’s definitely a place for those who enjoy wandering among the beautiful nature. Numerous well-marked trails allow you to explore the picturesque island without limits…

– Kasia

IMG_1191IMG_1253IMG_1200IMG_1247IMG_1245IMG_1336IMG_1199IMG_1197IMG_1221IMG_1194IMG_1219IMG_1189IMG_1187IMG_1188

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *