LIFESTYLE

Mózg na autopilocie

Czy zastanawialiście się nad tym, jak często korzystacie w swoim życiu z autopilota? I żeby było ciekawiej, wcale nie chodzi tu o samochód czy samolot. Chodzi o nasz umysł, nasze myślenie, postrzeganie świata i ludzi. Co gorsza, taka automatyczna jazda niczego nam nie ułatwia, wręcz odwrotnie.  Zamiast zdać się na otwarte, przemyślane reakcje, włączamy często “cruise control” i cała naprzód. Każdy z nas to robi, bo to prosta i wygodna funkcja. Działania na automacie to reakcje odruchowe, szybkie i łatwe. Podobno dziennie podejmujemy 35 tysięcy decyzji, wiele z nich prostych, jak wybór: ,,kawa czy herbata” podświadomie, bo nasz mózg by się przeciążył. Jednak są też reakcje automatyczne, które znacząco psują nam nastrój. Oto wg. mojej obserwacji, najpowszechniejsza autodestrukcyjna Wielka Szóstka :

  1. Wszystko albo nic – niech no tylko kelner pomyli twoje zamówienie lub będzie wyjątkowo opieszały. Czy nie reagujesz opinią, że to miejsce jest beznadziejne i twoja noga tam nie postanie? A jeśli ktoś, kogo ceniłeś, podpadnie ci w czymś drobnym, szybko zmieniasz o nim swoją opinię na gorszą. I pozamiatane… Oto myślenie, które skupia się na dwóch skrajnościach, ,,czarne lub białe”, bez całej palety barw pośrednich. Albo coś jest super, albo beznadziejne, nieskazitelne albo brudne, święty albo grzesznik…
  2. Filtrowanie – mamy niewiarygodną łatwość aby skupić się na negatywnej, pojedynczej opinii zamiast całym, pozytywnym obrazie. Zły komentarz partnera pod twoim adresem może całkowicie podkopać twoje poczucie wartości i zaburzyć cały wasz związek. Albo jeśli wygłosisz udaną prelekcję, po której zbierzesz liczne gratulacje, a ktoś jeden zauważy twój błąd, wystarczy, żeby cię zdołować (nie dotyczy narcyzów). Filtr mentalny może bardzo zakłócić właściwe postrzeganie rzeczy.
  3. Etykietowanie – to szczególnie łatwo nam przychodzi. Wystarczy tylko popatrzeć na czyjś ubiór, żeby mieć gotowy osąd co do osoby. I co z tego, że jest stare powiedzenie, nie oceniaj książki po okładce…Czyż nie zdarza nam się nader często nadawać negatywnych etykiet w rodzaju; kretyn, debil, idiota, stara jędza itd? Stawiamy znak równości miedzy człowiekiem a jego pojedynczym zachowaniem, bez kontekstu danej sytuacji.  Ocenę wydamy jeszcze zanim poznamy motywy działania, bo tak wygodniej… Postaraj się doceniać zachowanie a nie osobę (również siebie).
  4. Wredny imperatyw –  sprawia, że jesteśmy permanentnie sfrustrowani i podli dla siebie. Wciąż coś musimy lub powinniśmy, pracować, wyglądać, działać, pamiętać…etc. To dotyczy także wypoczynku.  Musimy przebiec tyle, przejechać na rowerze jeszcze więcej i najlepiej pochwalić się naszym wynikiem na portalu. Niech świat wie, że ciśniemy… Niektórzy wpadają nawet  przez to w depresję,  bo nie są w stanie sprostać wszystkim narzuconym przez siebie powinnościom. A tak naprawdę musisz tylko zjeść, spać i zadbać o fizjologię. Cała reszta rzeczy podlega pojęciu mogę, ale nie muszę. Lepiej przemawiać do siebie słowami: „Wolałabym nie stresować się tak bardzo”, „Mogłabym od jutra zacząć ćwiczenia oddechowe, żeby być spokojniejszą”. Przemawianie do siebie bardziej życzliwym przyjaznym tonem, nie usztywnia nas i nie paraliżuje działań.
  5. Obwinianie – wszystko i wszystkich… Dziś pewna pani z ratlerkiem nakrzyczała na mnie za to, że mój border – pacyfista biega luzem po łące i na pewno chce skrzywdzić jej maleństwo, choć z mowy ciała obu psów wynikało, że nic takiego nie miało miejsca (merdały ogonem i przyjaźnie się obwąchiwały). A zdarzyło wam się iść ulicą, zobaczyć po drugiej stronie kogoś znajomego, pomachać, pozdrowić go, a tu zero reakcji? I co wtedy? Oh! Ignoruje mnie! Prostak, pomyślał nie jeden. A może mnie nie lubi?  Obwiniamy się także za nicnierobienie, chociaż należy nam się ono po pracy. Już nie umiemy odpocząć bez planu zajęć, czujemy wciąż presję robienia czegoś podczas wypoczynku.
  1. Czarnowidztwo i katastrofizm –bo jak ma coś się spieprzyć, to na pewno się spieprzy, a lepiej już było. Koncentrujemy się na tym, co nie jest w porządku, nie dostrzegając pozytywnych stron.  Zazwyczaj uciekam od takich pesymistów, ale oni i tak są wszędzie. Szczególnie podczas pandemii zalewani jesteśmy negatywnymi wiadomościami. Bardzo szkodliwe jest myślenie typu: „To przerażające. To najgorsze, co mogło się wydarzyć”. W zamian lepiej powiedzieć sobie: „Mogłoby być znacznie gorzej”. Aby zatrzymać katastrofizowanie, zadaj sobie pytanie, na ile jest prawdopodobne, że okropne rzeczy się wydarzą. Jeśli wmawiasz sobie, że nie będzie lepiej, pomyśl: „A może będzie?”

Podobno najlepiej zapamiętywane są te wzorce, które wiążą się z silnymi emocjami a obawy, stres, lęk z pewnością do nich należą. Nie potrzeba jak widać osób trzecich, żebyśmy popsuli sobie lub innym dzień. Sami jesteśmy najlepszym auto destruktorem, dlatego proponuję, pomyśl dwa razy zanim wypełnisz jeden z punktów autodestrukcyjnej Szóstki, która zniekształca nam patrzenie na świat. Odpuść i wychilluj. I co najważniejsze, nie stresuj się swoim czasem wolnym! 🙂

Kasia