Podlasie
Zmęczona ale szczęśliwa…100 km z Supraśla do Białowieży na rowerze w jeden dzień — to było dla mnie wyzwanie. A jednocześnie czysta przyjemność, bo podlaski szlak Green Velo zachwyca na każdym kilometrze. To kraina bocianów z tysiącami gniazd, żurawi na mokradłach i spokojnie pasących się koni…
A po drodze wydarzyło się tyle, że mogłabym napisać osobną historię. W Supraślu ratowałam jeża spod kół samochodu. W Puszczy Knyszyńskiej z lasu wybiegł pies i postanowił mi towarzyszyć przez kilka kilometrów. Nie dał się odgonić, a kiedy dojechaliśmy do wioski i wypił moją wodę z bidonu, uznał, że zostaje ze mną na dobre. Na szczęście okazało się, że to pies leśniczego.
W Suszczy rozładował mi się telefon i przypadkowi ludzie nie tylko pomogli go naładować, ale jeszcze zaprosili mnie na kawę. Bo ludzie tutaj są otwarci, życzliwi, gościnni. Nakarmią, napoją… i sprawią, że czujesz się jak u siebie.
A teraz jestem w krainie szczęśliwego żubra, w Białowieży. To niewielka wieś, z cerkwią i parkiem carskim z czasów Mikołaja II, który przyjeżdżał na polowania do Puszczy Białowieskiej.
Hotelik, w którym się zatrzymałam, mieści się w odrestaurowanym, drewnianym domu, pachnącym świerkiem. Jest tu też restauracja z pyszną lokalną kuchnią, ale to ludzie tworzą to miejsce. Ich serdeczność buduje atmosferę, do której chce się wrócić.
Podróżując daleko, szukamy zachwytu.
A czasem wystarczy skręcić bliżej… żeby naprawdę go poczuć.
– Kasia

