Ostatnie kilometry
Santiago jest już tak blisko, że zamiast zwalniać i celebrować końcówkę, dostałam przyspieszenia. Chcę już dojść.
Góry zostały za mną. Skończyły się strome podejścia, kamieniste zejścia i te widoki, dla których człowiek zatrzymywał się mimo zmęczenia. Teraz jest więcej asfaltu, więcej wiosek a odkąd w miasteczku Melide, Camino Primitivo połączyło się z Drogą Francuską, zdecydowanie więcej ludzi…Dopiero teraz czuję, jak bardzo pokochałam te pierwsze, najtrudniejsze 200 kilometrów. Paradoksalnie właśnie wtedy, kiedy droga wymagała ode mnie najwięcej, dawała mi też najwięcej…
Po drodze moje towarzyskie camino też się zmieniało. Jednych zatrzymały kontuzje, innych zmęczenie. Ktoś wsiadł do autobusu, ktoś skrócił etap, ktoś postanowił iść wolniej i wydłużyć swoją wędrówkę…Bo Camino nie jest wyścigiem. Każdy niesie inaczej swój plecak i każdy ma własne tempo. Każdy też mierzy się z czymś innym… Camino jest testem dla każdego. Ale największym sprawdzianem nie jest to czy dojdziesz do Santiago, tylko z czym z niego wrócisz…
– Kasia

