TRAVEL

Gdzie słonie morskie balują…

Fauna  Patagonii to bez wątpienia  unikat na skalę światową i jeden z powodów mojej podróży. Żeby ujrzeć zwierzęta w swoim naturalnym środowisku, trzeba się jednak trochę postarać.

1300 km drogi przez  tereny pampasów, w autokarze jadącym 20 godzin. Tyle czasu zajęło mi dotarcie z Buenos Aires do Puerto Madryn. Chociaż słabo się śpi na autobusowym fotelu, ogólnie nie mogę narzekać. Autokar jest tańszy niż samolot, można co nieco obejrzeć krajobrazu a ponad to jest toaleta i catering (głównie ciastka!) Busy to popularny środek transportu w Patagonii, krainy trzykrotnie większej od Polski.

Moim celem nie jest jednak samo miasteczko Puerto Madryn. Chcę odwiedzić półwysep Valdez – słynny rezerwat zwierząt  morskich.

Przełom listopada i grudnia to tutaj koniec wiosny, czyli najlepszy czas na obserwację, bo trwa wtedy okres godowo-lęgowy i przedstawiciele wszystkich gatunków są w zatoce. Nie można wybrać się na rejs indywidualnie. Konieczne jest wykupienie wycieczki w lokalnej agencji. Główną atrakcją jest obserwowanie wielorybów z łodzi, gdy ich majestatycznie wielkie ciała pojawiają się na powierzchni, na wyciągnięcie ręki. Matki z młodymi towarzyszą nam całkiem długie chwile, opływając łódź z  zainteresowaniem. Wieloryby poruszają się z niezwykłą gracją, chociaż ważą kilkanaście ton. Pląsają niemal  figlarnie w  morskiej toni. Wydają się być w dobrym nastroju, a ich popisy, polegające na spektakularnym wymachiwaniu płetwą ogonową albo wyskoki nad powierzchnię wody, to wyjątkowa gratka dla obserwatorów. Cała łódź turystów z telefonami i aparatami wpatrzona jest w te piękne stworzenia.  Gdy samica płynie ufnie blisko łodzi, chciałabym  pogłaskać jej chropowate, pokryte morskimi skorupiakami  i podziobane przez mewy ciało. Dla takiej magicznej chwili właśnie warto odwiedzić Patagonię.

Równie piękny jest widok wylegujących się na nabrzeżnych skałach stada fok i słoni morskich oraz kormoranów powracających z połowu. Zdają się być uczestnikami jakiegoś morskiego “party”, taki słychać tam gwar i widać zamęt. Przeciskają się między sobą, ryczą, kłócą się zapamiętale lub  tulą pieszczotliwie.

Długie piaszczyste plaże półwyspu zajęte są  zaś licznie przez słonie morskie, oznajmiające światu głośno swoją obecność.

Pingwiny magellańskie wspinają się po stromym klifie, by poddać się toalecie, wystawić dzioby do słońca lub pospać. Zupełnie nie przeszkadzają im obserwujący je w tych czynnościach z bliska ludzie. Wracam z platformy obserwacyjnej na parking, do samochodu, a koło nóg przebiega mi pancernik… Takie rzeczy tylko w Patagonii.

– Kasia