LIFESTYLE

Z perspektywy siodła…

Kaszubskie pojezierze jest niezwykłe z wielu powodów, historycznych, plenerowych, kulturowych, kulinarnych…Nie ma tu absolutnie miejsca na nudę. Możesz pływać wszelkimi sprzętami albo bez, podziwiać krajobrazy z roweru, pieszo lub konno. Ta ostatnia forma zdecydowanie należy do moich ulubionych. Pewnie dlatego, że płynie we mnie ułańska krew, cudownie czuję się na końskim grzbiecie. Nic też tak dobrze nie wpływa na moją psychikę jak obcowanie z naturą i zwierzętami.

Na Kaszubach znajdziemy wiele stajni, zazwyczaj są to małe gospodarstwa agroturystyczne, oferujące jazdy rekreacyjne czy  zimowe kuligi, jest też kilka większych stadnin, gdzie odbywają się zawody w powożeniu lub  skokach. Moim ostatnim odkryciem jest mała Stajnia Cantharis, położona nad j. Raduńskim. Nie tylko chodzi o piękną lokalizację tego miejsca i świetne okolice do jazdy w terenie. To co mnie zachwyciło, to wyjątkowe podejście młodej właścicielki do koni. Kamila jest zarówno hodowcą, instruktorem, stajennym, bywa weterynarzem (gdy trzeba odebrać poród) i osobą zarządzającą. Prowadzi stajnię z pasją, a jej misją jest odkupywanie zaniedbanych koni lub tych, co mają trafić do rzeźni i przywracanie im dobrego życia. Aż trudno uwierzyć, że po traumatycznych przejściach, których konie doznały, znów mogą odzyskać spokój i być piękne. Dwie z uratowanych klaczy właśnie się oźrebiły.

Dwumiesięczne młodziaki o rzadkim, izabelowatym umaszczeniu, nie odstępują swoich matek, które siodłamy do jazdy. Źrebaki próbują nieustannie posilać się matczynym mlekiem, podskubują też paski do strzemion. To bardziej potrzeba  przebywania blisko żywicielki, niż samo zaspokajanie głodu nimi powoduje. Na chwilę muszą się jednak rozstać, klacze chętniej podążają w teren, bo jak każda matka potrzebują też chwili wytchnienia od dzieci i zadbania o swoją formę. Po odprowadzeniu źrebiąt do stajni wchodzimy z końmi do jeziora Raduńskiego, co sprawia zwierzętom wyraźną przyjemność i przynosi trochę orzeźwienia, potem na przełaj leśnymi ścieżkami, docieramy aż do starych, ponad 1000 letnich kurhanów z okresu Gothów.

Jest magicznie, pusto, cicho, czuję się jakbym cofnęła się w czasie. Z perspektywy siodła świat wygląda nieco inaczej, przeżywam go mocniej. Docieramy w mało uczęszczane okolice. Intensywne zapachy lasu roznoszą się wokół, czuć świeże trawy i kwitnące zioła, perfumy iglastych drzew, balsamiczną woń żywicy i leśnej ściółki. Kiedy pochylam się nad końską grzywą w galopie, czuję przede wszystkim gorącą krew i zapach wspaniałego rumaka. Czuję radość!
– Kasia