Los Hospitales
Camino coraz częściej przypomina mi, jak niewiele tak naprawdę potrzeba człowiekowi do szczęścia.
Dzisiaj przeszłam prawie 30 km Ruta de los Hospitales – jeden z najtrudniejszych i najbardziej odludnych odcinków Camino Primitivo. Wysoko w górach, z dala od wiosek i cywilizacji. Kilkanaście kilometrów bez sklepów, barów i źródeł wody. Tylko góry, wiatr, słońce i droga…
Kiedy idziesz przez wiele godzin z całym swoim światem na plecach, hierarchia potrzeb bardzo szybko się zmienia.
Nie zastanawiasz się, co jeszcze chciałabyś mieć. Marzysz o łyku chłodnej wody, kawałku cienia, zdjęciu plecaka na kilka minut i miejscu, gdzie wieczorem można się umyć, zjeść coś ciepłego i położyć zmęczone ciało.
I nagle to wszystko okazuje się luksusem.
Może właśnie dlatego Camino tak dobrze robi głowie. Odziera życie z nadmiaru. Z rzeczy, które na co dzień wydają nam się niezbędne, z wygód, przyzwyczajeń i oczekiwań…
Zostają najprostsze potrzeby: mieć siłę, żeby iść. Wiedzieć, dokąd. Mieć wodę. Spotkać po drodze dobrego człowieka. Wieczorem usiąść z innymi przy jednym stole…
Dzisiaj, wysoko w górach, pośród swobodnie pasących się koni i krów, pomyślałam, że szczęście wcale nie rośnie wraz z liczbą rzeczy, które posiadamy. Czasem jest dokładnie odwrotnie. Im mniej niesiesz, tym lżej się idzie.
I nie dotyczy to tylko plecaka…
– Kasia 
