Piąty dzień Camino
Mam w nogach ponad 100 km. Robi się coraz ciekawiej, coraz wyżej… i coraz bardziej razem.
Camino Primitivo z każdym dniem nabiera wysokości, ale też charakteru. Nawet miejsca, w których śpimy, są atrakcją samą w sobie.
Wczoraj hostel Bodenaya mieścił się w dwustuletnim drewnianym domu, pełnym pamiątek pozostawionych przez pielgrzymów z całego świata. A rano obudził nas o 6 tej wyjątkowo przystojny Hiszpan… grą na gitarze…Są gorsze pobudki. 😀
Dzisiaj nocujemy u Sylwii w Casa Pascual i czujemy się trochę jak wielka rodzina, która zjechała się na święta. Śpimy razem w jednym pokoju, jemy przy jednym stole, a wieczorem nawet ćwiczyliśmy wspólnie jogę, którą miałam przyjemność poprowadzić.
Bo po pięciu dniach jesteśmy już kimś więcej niż przypadkowymi znajomymi ze szlaku. Każdy idzie swoim tempem, czasem tracimy się z oczu, ale potem znów spotykamy się po drodze, na kawie, na postoju, lub w kolejnym hostelu…I wieczorem siadamy razem do kolacji, jakbyśmy znali się znacznie dłużej niż kilka dni…
Choć przyznam, że kiedy przychodzi pora snu, moja potrzeba wspólnoty gwałtownie maleje. 😂 Zamykam się w śpiworze niczym Tutenchamon w sarkofagu, zakładam opaskę na oczy, stopery do uszu i znikam dla świata.
Do szóstej rano. Wtedy wspólna pobudka, pakowanie plecaków i znowu ruszamy.
A dzisiaj przed nami Los Hospitales, jeden z najbardziej wymagających i najwyżej prowadzących odcinków Camino Primitivo. Góry, przestrzeń i długa droga przed nami.
Pogoda wciąż nam sprzyja. Jest sucho, słonecznie i oby tak dalej..,
– Kasia 😘
